Jeśli nie oglądaliście lub nie czytaliście Skazanych na Shawshank, nie otwierajcie tej notki. Najpierw kilkadziesiąt stron lektury mistrza Kinga lub kilka godzin filmu. Później jesteście rozgrzeszeni.
"Zastanawiam się, co powinienem zrobić. Chociaż to niezbyt skomplikowane. Rzecz zawsze sprowadza się do dwóch możliwości. Zacząć żyć lub zacząć umierać.
Najpierw schowam ten
rękopis z powrotem do walizeczki. Potem zamknę ją, wezmę płaszcz, zejdę na dół
i wymelduję się z tej zapchlonej nory. Później wejdę do baru, położę przed
barmanem pięciodolarówkę i powiem, żeby nalał mi dwie szklaneczki Jacka
Danielsa — jedną za mnie, a drugą za Andy'ego Dufresnego. Poza jednym czy dwoma
piwkami, będą to pierwsze od tysiąc dziewięćset trzydziestego ósmego roku
drinki, jakie wypiję jako wolny człowiek. Potem dam dolara napiwku barmanowi i
uprzejmie mu podziękuję. Opuszczę bar i pójdę Spring Street na dworzec linii
Greyhound, gdzie kupię bilet na autobus do El Paso przez Nowy Jork. Kiedy
dojadę do El Paso, kupię bilet do McNary. A kiedy dotrę do McNary, przekonamy
się, czy taki stary cwaniak jak ja zdoła przepłynąć rzekę i dostać się do
Meksyku.
Pewnie, że pamiętam nazwę
tego miasta. Zihuatanejo. Taka nazwa jest zbyt piękna, żeby ją zapomnieć.
Widzę, że jestem podniecony tak bardzo, że
ledwie mogę utrzymać ołówek w drżącej dłoni. Sądzę, że takie podniecenie może
odczuwać tylko wolny człowiek, wolny człowiek rozpoczynający podróż ku
niewiadomemu przeznaczeniu.
Mam
nadzieję, że Andy tam jest.
Mam
nadzieję, że uda mi się przekroczyć granicę.
Mam
nadzieję, że spotkam tam przyjaciela i uścisnę mu rękę.
Mam nadzieję, że Pacyfik
jest tak błękitny, jak w moich snach.
Mam
nadzieję."
Geniusz. Bezsprzecznie trzeba chłopaków kiedyś odwiedzić.
Do zobaczenia w Zihuatanejo.
I.

dzięki wywiadowi z happysadem trafiłam dziś na tego bloga i nie mogę przestać go czytać, jejku! no i zgadzam się z tym, że King to mistrz ;)
OdpowiedzUsuń<3
Usuń