To było z pięć lat temu. Pamiętam jak dziś, świeciło słońce,
siedzieliśmy razem na tych szarych, zimnych, szkolnych parapetach i rozmawialiśmy. Pamiętam ten dialog całkiem dobrze.
- Wiesz co?
- Hm?
- Zastanawiam się, jak to będzie potem.
- To znaczy kiedy?
- No jak skończymy szkołę. No bo niby robimy fajne rzeczy, jest
granda, u Ciebie muzyka, u mnie aktorstwo i ogólne jest zajebiście, ale czy nie
skończy się tak, że będziemy napierdalać w Maku sklejając hamburgery albo na
kasie w Biedrze? Że to będzie szare, nudne życie w którym będziemy snuć się od
lodówki do telewizora, wychowywać dzieci, jeździć na obiady do rodziców, kłaść
się wcześnie spać i równie wcześnie wstawać? Że te całe marzenia są w sumie bez
sensu? Rozejrzyj się, czy Ci ludzie wokół nie mieli takich marzeń jak my?
Nie byłem wtedy jeszcze Iluzjonistą, nie miałem celów,
planów, nie miałem wiedzy ani pewności. Ona szukała odpowiedzi, ja od
odpowiedzi zawsze uciekałem.
Nie potrafiłem jej odpowiedzieć. Dziś potrafię.
Marzenia to baza. Podstawa, rusztowanie życia.
Bez marzeń jesteśmy ślepcami we mgle na środku pierdoliście
wielkiego bagna. Z marzeniami zyskujemy wzrok, mgła jednak nie opada, zaś mętne
błocko czeka na nasz nieostrożny krok. Znalezienie celu jest równoważne z punktem
do którego będziemy mogli kroczyć. Od wytrwałości i konsekwencji będzie
zależało, czy dotrzemy do tego punktu, czy utoniemy zatrzymując się i tonąc w
bulgoczącym gównie.
To co powinienem wtedy odpowiedzieć: - Nie, tym ludziom
brakło celów lub konsekwencji w ich wykonywaniu.
Kilka godzin temu uświadomiłem sobie, że cel który ustaliłem
idąc na studia został w 100% wykonany. Dowiedziałem się tego czego dowiedzieć
się chciałem. Fakt, że problemu nie rozwiązała sama uczelnia, nie zmienił tego,
że misja została wykonana. Być może potrzebowałem pieczątki na dyplomie by sobie to uświadomić?
Już dziś wiem, że ilość doświadczeń jakie zyskałem od tamtej
rozmowy kwalifikuje się pod wyśniony scenariusz życia wielu ludzi. Mogę być
wdzięczny za to, co się wydarzyło. Co ciekawe, wiem, jestem pewien, że
najlepsze jeszcze przede mną.
Nadchodzi świt. Mam niekończącą się ilość stron Worda, zaś
plany i pragnienia unoszą się w powietrzu przesiąkniętym zapachem deszczu.
Nigdy nie rezygnuj z marzeń.
I.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz