Acid Drinkers, Coma, Łąki Łan, Hey, Grubson, O.S.T.R. – ”kurwa, to nie mogą być nieudane Juwenalia.”
PIĄTEK
Taką właśnie myśl miałem w głowie udając się w piątek na
teren tego studenckiego festiwalu. Czy słusznie? Zależy co bierzemy pod uwagę.
Pierwsza rzecz, która rzucała się w oczy, to niebotycznie długa i ciasna
kolejka przy wejściowych bramkach. Pijani studenci, policja, hałas – „to lubię dzifko” pomyślałem wspominając
jednocześnie tłok na Lednicy. Cena za wejście – 10 zł, żak wchodzi za frajer.
Mało, niemało, zależy. Dookoła poza
pijanymi studentami i „ludźmi noszącymi sportowy ubiór wydający
charakterystyczny szelest” (cytując klasyka)
widziałem wiele namiotów z browarem, kiełbaskami i nieszczęsnymi
żetonami. Wiem, że taki wymóg, wiem, że tak trzeba, ale wkurwienie jest
niesamowite gdy czekasz 15 minut po żeton, a następnie udajesz się do 10
minutowej kolejki po piwo. „Dobra, kurwa,
przyszedłem na Comę – nie będę się przejmować jebanymi kolejkami” (Ja
pierdolę, naprawdę jestem ostatnio nerwowy. Za dużo przeklinam…) Idąc na teren
przed sceną zmuszeni byliśmy (przecież nie poszedłem sam, do chuja..) przejść
przez kolejną bramkę i kolejną kolejkę. I bez piwa. Nie można go wnieść na
teren przed sceną. Było mi strasznie smutno. Dopiłem browara, wbiłem się w
tłum, trzymając Dziewoję za rękę odsłuchałem końcówę koncertu Acidów i czekałem
w podjarze na Comę.
Coma
Ocenić mi obiektywnie ich ciężko bo to, moim zdaniem,
najlepsza muza jaką możesz w tym gatunku w naszym kraju posłuchać. Koniec
kropka, jak znajdę lepszych to dam Wam znać. Podam Wam zatem opinie osób z
którymi byłem, a które Comy nie słuchają. Ogólnie rzecz ujmując, Coma ujęła
energią, rozkurwem i w ogóle wszystkim tym czym zawsze rozkurwia. Może tylko „Listopada” brakło… Roguc genialny, stylówa genialna, a
kumpel wyszedł z pogo bez koszulki i z prawie połamanymi żebrami.
Tak zakończył się pierwszy mój dzień na Juwenaliach – opisać
należy jeszcze tylko tragicznie wąskie barierki do wyjścia, które nijak nie
były przystosowane do przyjęcia tak wielkiego tłumu. Ludzie mdleli, ogólnie
brud, duchota – tak nie powinno być.
SOBOTA
Następnego dnia udając się na w dużo lepszym stanie (b4 to
jednak podstawa) kolejki nie były już dla mnie problemem. Niestety, jak zwykle,
spóźniłem się. Padło na Łąki Łana.
Smutek, żal i rozczarowanie – goście są genialni. Dobrze, że zdążyłem chociaż
na Selawi.
Hey
Kasi Nosowskiej i chłopaków nikomu przedstawiać nie trzeba.
Wspaniały koncert, rewelacyjna set lista (choć Dziewoja mi biadoliła, że Mojej i Twojej Nadziei brakło), pełna
profeska i świetni ludzie wyśpiewujący każde słowa Teksańskiego, Zazdrości.
No i to Boję się na bis... Wielkie
brawa dla zespołu. Wstyd się przyznać, ale był to mój pierwszy ich koncert i
dopiero teraz zrozumiałem zdanie kumpla, który twierdzi „Hey jeno koncertowo, studyjnie nawet nie ma podjazdu.” Prawda,
prawda, jeszcze raz prawda.
A,a ,a! Finał Ligi Mistrzów na telebimie. iHala Drogba! [trochę prywaty – w końcu ja tu piszę ( I. nie denerwuj się! – jak skończysz
swoje sprawy to zapraszam na bro do drugiego pokoju)]
//zara idę
- I. //
NIEDZIELA
Sytuacja się powtarza, b4 był, kolejki nie bolą, jeno muza
mniej w moim klimacie. Grubson niby spoko, ale poza Na Szczycie nic nie znam. Byłem
sceptyczny.
Grubson
Jakież było moje zdziwienie (Dziewojo! – to do Ciebie teraz)
gdy zobaczyłem gościa z niesamowitym dystansem do siebie i swojej muzy. Świetny
klimat, kontakt z publiką dzięki pomocy Małolata również genialny. Nawet muzyka
mi się podobała. Rozjebał strasznie –
choć nadal będę twierdził, że łapy w górze gibiące się w rytm basu z konsolety
wyglądają śmiesznie. Jedyną wadą tego koncertu (ale uprzedzam, nie jestem w
klimacie, może tak się robi) było przerywanie utworów po 40 – 70 sekundach.
Super, może i robiło majndfaka ludziom, ale jak ktoś muzy nie zna (tak jak ja)
i załapał tekst to chciałby trochę mordę podrzeć. A tu nijak bo koniec. Szkoda.
A na OSTRYM nie byłem bo się z Dziewoją pokłóciłem (:**)
Pozdrawiam. Wasz K.

piszcie dalej, z pewnością czytać będę!
OdpowiedzUsuńN.
Przy żetonach, po lewej stronie, znajdowało się sekretne przejście ;p Przechodząc przez nie, omijało się goryli i śmiało można było śmigać pod scenę z zimnym browarem w ręku :) A przynajmniej mi się udało:D Paula
OdpowiedzUsuńA ja żałuję, że mnie nie było ;(
OdpowiedzUsuńI. i K. jako reprezentanci marki C.O.D.Y nie mogą sobie pozwolić na łamanie przepisów i przechodzenie przez tajne bramki!
OdpowiedzUsuńEj, K., gdzie ten browar?
OdpowiedzUsuń- I.
komentarz wyżej nieaktualny.
OdpowiedzUsuń/dzięki.