12 Gniewnych ludzi. Cóż za zdarzenie, Panie, Panowie. Na
c.o.d.y. wylądował wreszcie dział ‘kultura’. Jakoś trzeba się od czasu do czasu
odchamić, zaś odpowiednio dawkowany teatr może pozytywnie wpłynąć na procesy
myślowe. Przynajmniej taką mam nadzieję.
Oczywiście poszedłem z
przekonaniem, że nie da się schrzanić TAKIEGO scenariusza. Także wiedzcie, że
wymagania były bardzo wysokie.
Zarezerwowałem bilety kilka dni
wcześniej. Oczywiście kilka dni za późno, i Pani w słuchawce wydała wyrok:
balkon. Jako, że inny termin nie wchodził w rachubę, zgodziłem się pod
warunkiem, że jeśli będą jakieś lepsze miejsca to zmienimy. Przy odbiorze było
jakieś nieporozumienie, koniec końców dostaliśmy całkiem urocze miejsca w VII
rzędzie, bezpośrednio naprzeciw sceny. Idealnie. Idealnie kosztem jakiegoś
człowieka, który później przyszedł z identycznymi biletami jak nasze. Na
szczęście jakoś się dogadaliśmy i zachowaliśmy miejsca.
Kurtyna poszła w górę.
Zadowolony?
Jak mówiłem, nie dało się tego
schrzanić.
Reżyser nadał nieco dynamiki całemu przedstawieniu. Nie udało się
jednak odwzorować charakterystycznego skwaru który był fantastyczną otoczką w
filmie. Wynagradzały to świetnie zarysowane postacie, każda inna, z własnymi aspiracjami,
dążeniami i oczekiwaniami.
Było zauważalne potknięcie które trochę zachwiało
pewnością siebie aktora odtwarzającego filmową rolę Fondy. Z trudem
przełknąłem, ale nadrobiły postacie staruszka oraz obcokrajowca. W Internecie
mamy trochę inaczej ułożoną rozpiskę przysięgłych niż na scenie, także nie
przytoczę nazwisk, gdyż obawiam się pomyłki.
Brakło mi także ostatniej sceny.
Cholera, powinna być.
Być może trochę przeszkadzała mi
znajomość fabuły, trochę zbyt wysoko ustawiłem poprzeczkę. Koniec końców
wyszedłem jednak zadowolony.
Odchamianie się jest fajne.
- Iluzjonista.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz