czwartek, 1 listopada 2012

Współcześni nomadzi.



Usiadłem na balkonie, plecy w plecy z Łukaszem. Podałem mu „ostatniego papierosa w jego życiu”. Zawsze tak powtarzał. Zamiast po prostu zerwać z nałogiem trąbił o tym przez tydzień przed rozpoczęciem, a później dawał dupy w trzeciej godzinie detoxu.

- Masz ogień?

Kliknięcie lansiarskiej, kradzionej zippo przerwało ciszę. Oczywiście w miastach cisza to pojęcie względne. Zalicza się do niej szum przejeżdżających samochodów, odgłos telepiących się tramwajów, krzyki głodnych żuli, jeszcze głodniejszych studentów oraz kobiet lekkich obyczajów. Ogólnie kobiet. 

Wdech.

- Cicho dzisiaj.

Wydech.

- Ta.

Delikatnie odchyliłem głowę śledząc wzrokiem smużkę dymu. Byłem pewien, że smród z papierosa dołączy do mlecznej powiaty zasłaniającej zmęczony, wczorajszy księżyc. Otworzyłem browara.

- Kim chciałbyś być w życiu I.?
- Pierdol się. Uniosłem butelkę.
- Ale poważnie I.
- Znowu zaczynasz… spojrzałem w niebo, wychyliłem… Strażakiem. Mają zajebiste czapki i sikawki na trzydzieści metrów.
- A ja to chciałbym zostać nomadem.

Na chwilę zamarłem. Oczywiście nie jestem rasistą, zjem i kebaba i kokosa. Zwyczajnie pomyślałem, że go pojebało.

- Turban na łeb i wypierdalaj kroić kebab na giełdzie.

- Nie takim.

- Tylko?

- Współcześni nomadzi to najbardziej dojebany styl życia jaki można sobie wyobrazić.

- Nigdy nie byłeś ambitny Łukasz. Turban, maczeta, mała śmierdząca knajpka…

- Odległości kurczą się I. Mając pieniądze jesteśmy w stanie dotrzeć w każde miejsce na świecie w przeciągu dnia. Nomad to człowiek dla którego świat jest jednym, wielkim miastem. Dziś idzie na zajęcia w Poznaniu, jutro w Meksyku, za tydzień w Hongkongu. Znając język angielski jest w stanie znaleźć grupę ludzi z którymi dogada się w każdym państwie.

- Pal bo piździ. Odparłem rozcierając dłonie.

- Ale zrozum. To nie cholerna, godzinna podróż tramwajem do szkoły, na uczelnie czy pracy. W Japonii w czasie w którym ja pokonuje sto kilometrów, żółtki objeżdżają swój kraj. Pociągiem. 

- O PKP już dosyć gadaliśmy Łukasz, aż mnie język od przekleństw bolał.

- Ba. PKP ssie. Ale nomadzi… Dziś da się pracować z laptopem i dostępem do Internetu. I często niczym więcej. Z pracownikami porozmawiamy przez komunikatory. Możemy wirtualnie się wyspowiadać, umówić, przechodzić szkolenia. Czemu mamy tego nie robić z plaży na Karaibach czy grzbietu wielbłąda w Egipcie?

- No właśnie, czemu?
- Ze strachu. I z wychowania. I przez nasze zaściankowe państwo!

- Tu nie chodzi o to. Nie zmieniaj narodów tylko zmień siebie. Dostrzeż problem, a później go rozwiąż. Nie płacz za wielbłądem, zacznij od czegoś bliższego. Spojrzałem na fajkę w jego dłoni. 

- Za tydzień.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz