W poszukiwaniu śniadania w samym centrum Poznania, które byłoby duże, tanie i cobym się nie otruł, odnalazłem miejsce aż nazbyt stylowe jak na moje skromne stopy. Odczuwam kompletne niezrozumienie w stosunku do właścicieli. Jak można tak bezczelnie ukryć tak ładne miejsce w samym centrum Poznania?
Powaga, bardziej sympatycznego miejsca na dzisiejsze śniadanie nie mogłem sobie wyobrazić. Z zewnątrz robi raczej przeciętne wrażenie, wahałem się czy wejść. Pamiętam jednak jak kiedyś jakaś powabna niewiasta naganiała ludzi do tego miejsca strasząc przepyszną pizzą prosto z pieca. Wryło mi się to w pamięć. Wchodzę.
Wita nas ładny wystrój, dobra muzyka i urocza obsługa. Poza urokiem osobistym widać, że Pani wie co ma w karcie. Jajecznica którą zamówiłem wyszła jak u mamy, ładnie ścięta, podana zgrabnie z ogórkiem, liściem sałaty i pomidorem, do tego świeże pieczywo. Kawę dostałem razem z jedzeniem za co zostałem przeproszony. Że niby powinna być wcześniej. Nie było za co przepraszać, wszystko poszło szybko i sprawnie. Nawet bym nie zauważył.
Co do wystroju. Mamy kwiaty, cegły, nowoczesne i równocześnie wygodne krzesła (to się rzadko zdarza), dobrze dobrane obrazy i trochę książek. I przestrzeń. Miejsce jest czyste, zadbane, świetne na randkę, moim zdaniem w porze śniadaniowej najbardziej. Całość doskonale skontrastowała mi się ze smutnym, zachmurzonym Poznaniem za oknem. Zwłaszcza z dobrą kawusią w dłoni.
Na wyjściu kwas. Pan za ladą nie potrafił mi powiedzieć gdzie jest łazienka. Nieco zdezorientowany znalazłem ją sam. Hm. Dziwna sprawa. W ładnej, dużej łazience, gustownie pomalowanej… się nie zamkniemy. Stan na jeden z pierwszych dni czerwca. Zwyczajnie, zamek nie działał. Opuściłem lokal. Odwiedzę go kiedyś ponownie, to pewne. Naprawdę, na randkę jest idealny. Biada jednak Panowie, jeśli macie szybką przemianę materii!
I.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz