sobota, 2 czerwca 2012

Drinkers!



Dziś zaglądamy do miejsca ociekającego prostotą, standardem i przewidywalnością. W końcu i takie miejsca są do czegoś potrzebne. Podobno. 

Zacznijmy jednak od początku. Ludzi przed wejściem od cholery, ludzi młodych, oddających się w szpony demoralizującego alkoholu, tytoniu i innych używek. Przedzieramy się przez ten koniński Babilon, Sodomę i Gomorę w jednym, i wchodzimy do pubu. Przed nami schody które powstrzymały już niejednego śmiałka (choć nie tak makabryczne jak w pobliskiej Teqili). Po ich przebyciu napotykamy kolejkę do kibla. Nigdy nie zaczynałem opinii o knajpie od łazienki, tu jednak warto.

Nie wiem jaki filozof ustawił pisuar dziesięć centymetrów od umywalki, ale mu gratuluję. Koedukacyjna toaleta z pisuarem w przejściu do kibla właściwego. W dodatku trochę brudno i mokro. Słabo. 

Wystrój pubu nie powala, jednak jest w tym jakiś pomysł. Mamy słomę. Ni to country, ni to wieś. Trochę świeczek, trochę butelek z alkoholami wyższej półki. Mamy telewizor, mamy porządne stoły, oraz standardowy wybór metod resetu organizmu. Menu nie wpadło mi w ręce, nie szukałem jednak jakoś szczególnie. Piwo z kija wypadło bez zarzutu, możemy także kupić butelkowane. Pasuje.

Możemy zająć sobie wygodną, dużą lożę. Gdy przychodzimy z większą ilością znajomych nie musimy się przejmować, że wszystkich nie pomieścimy. Całość oświetlona reklamą jednej z popularniejszych marek piwska. Mieszane uczucia. Klimatyzacja jest, czy działa nie wiem. Pozostaje mi zaufać właścicielom. 

To miejsce ma ‘jakiśtam’ klimat. Trudno go wychwycić, jednak coś przyciąga tutaj ludzi. Może właśnie prostota tego miejsca jest jego największym atutem? Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz