wtorek, 27 listopada 2012

Wena to szmata.


Pierdolnął we mnie TIR ( tutaj powinien być wywód na temat tego skąd pochodzi skrót TIR, do czego się odnosi, co ma wspólnego z konwencją celną, dlaczego potocznie mówimy tak na ciągniki siodłowe z naczepami, ale ostatecznie zostańmy przy tym transportowo – logistycznym fo pa).

Skurwysyn wielki i ciężki, jak rzeczywistość, jak trasy bazowe zagadnienia pośrednika. Pijany jak nic. Długo czekałem na karetkę. Najpierw słyszałem jej upiorne wycie, zapowiedź strachu i poszerzenia strefy komfortu. Później impreza świateł i ryk silnika.

W końcu jest. Biała karetka z czerwonym kapciem typu szpilka na masce. To nie może być NFZ, NFZ zaraża chorych własną chorobą przenoszoną drogą biurokracji.

Z karetki wyszła kobieta, chyba nie pielęgniarka. Czarne włosy związane w kitę, czerwona szminka, burdelowe rajstopy, biały burdelokitel. Szybkie usta – usta i mogłem wrócić do życia.

Kreatywność, natchnienie,  muza, nadświadomość?
Pewna blogerka zwykła mówić, że wena to dziwka.
Wena to szmata.

Tutaj nie ma prawa wychodzić i przychodzić kiedy chce.
Za włosy i do jaskini.
I.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz