niedziela, 2 grudnia 2012

To już grudzień?




Niedawno był zapach października, a tu ni z tego ni z owego nastał grudzień. 
Przyszedł czas kataru, wkładania grubych, wełnianych gaci, błota w tramwaju i czekania na opóźnione pociągi opóźnionych instytucji. Wszystko będzie okraszone tym białym, komercyjnym wytworem przestworzy, cudownymi płatkami śniegu które spadając w miastach przyjmą konsystencję błota.

Ewentualnie jak najebie po pas to puch będzie szary od spalin i smrodu miasta, zaś sól rozsypywana na ulice będzie żreć nadwozia naszych pięknych pojazdów. 

I znów położysz się w parku robiąc orły czy też anioły z cichą nadzieją, że pod tą subtelną warstewką białego puchu nie nasrał jakiś pies, pokłócisz się z rodziną przy zakładaniu anielskich włosów na drzewo które wysypie na wypucowaną podłogę wiadro klejących się od żywicy igieł. Przyjdzie czas bólu pleców po odśnieżaniu, kruszenia czaszki uroczego karpia z wanny, zaś słońce zobaczysz między 14.00 a 14.30. Jak dobrze pójdzie. W telewizji. 

Fakultatywnie Majowie jebną nam jakąś apokalipsą, albo petarda kupiona u ruskich nie poleci we właściwą stronę.

Pozostaje wierzyć i czekać. 
W sumie to lubię ten grudzień.

Grudzień 2012,
I.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

1 komentarz: