wtorek, 19 lutego 2013

Polskie karate. Poznaj śmiertelny cios w szyję.




Najpierw pojawiła się świadomość. Świadomość bycia i zamkniętych oczu. Już wiesz, że wracasz. Pościel pod Twoimi opuszkami ma inną fakturę, słońce jest zbyt ostre. Wracają wyostrzone zmysły. Zdajesz sobie sprawę z jakiej ilości zakazanych substancji one wynikają.

Wiesz, że jeśli się ruszysz będzie źle. Jeszcze jest dobrze. Ciekawość wygrywa. Z wrzaskiem w głowie i setką igiełek wbijających się w potylicę uchylasz jedno oko. Ilość światła która dostaje się przez tą wąską przestrzeń zdaje się być w stanie oślepić wszechświat. Niesmak w ustach i pustynia. To musiało nastąpić. Obrót cielska z gracją wieloryba w kałuży i poszukiwania płynu. Zawrót głowy. Stabilizacja.

Rozsądek wygrywa z łapczywością. Kilka drobnych łyków wody ze zmyślnością stratega przed snem nalanej, pozwala na sekundy zaspokoić pragnienie. Pielgrzymka do łazienki, pragnienie bezbolesnej śmierci w rozgrzanej do czerwoności wannie. Pełne siły i woli walki spojrzenie w zaparowane lustro. Porcelanowa modlitwa. 

Wdech i wydech. 

Głód połączony z niemożnością jedzenia. Tabletka przepita gazowanym napojem. Myśl o dniu wczorajszym sprawiająca ból. Ból sprawiający myśl o dniu wczorajszym. 

Pozycja embriona w trakcie śniegowej zamieci, wróżbita Maciej w telewizji sąsiada obok, wiertarka u sąsiada pod, tupanie kota u sąsiada nad. Ból istnienia.

To jak, widzimy się wieczorem? 

I.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz