piątek, 11 maja 2012

Koncert Pezeta i Lipali. Wielkie Grillowanie UAM cz.2



Dzień drugi grillowania. Koncert Lipali i Pezeta.

Sprawozdanie z imprezy macie w poprzedniej notce, pominę detale bo zmieniło się niewiele. Dziś skupiamy się na występach tych dwóch kapel. Zacznę od braku informacji o jakichkolwiek godzinach w których można spodziewać się było kapeli. Straszny chaos, nikt o niczym nie wiedział. Profilaktycznie zjawiliśmy się milion godzin wcześniej.


LIPALI

Cóż, odwołuję wszystkie złe słowa jakie powiedziałem w związku z Lipą.
Miałem pewne uprzedzenia i wspomnienia w związku z kapelą.
Słuchając ich po raz pierwszy trafiło się oberwanie chmury, i wraz z K. trzymaliśmy namiot coby nam nie odleciał z wiatrem, byliśmy podtapiani deszczem, wychłodzeni przez wiatr, głodni, spragnieni, itd. W każdym razie od tamtej chwili minęły cztery lata z hakiem, później też gdzieś ich widziałem i coś słyszałem, ale było słabo. Bynajmniej tak zapamiętałem.

Pomimo tego nagrania przesłuchałem, zaś kawałki z płyty 'Bloo' na stałe wryły mi się w setlistę. Ze słuchawek było w porządku.
No i na koncercie pojawił się mój ulubiony Jeżozwierz, sentymentalnie wygrzebuję ze wspomnień bus zmierzający na koncert, w bagażniku gitara, pod nogami wzmacniacz, a w mp3 na przemian ‘Upadam’ i właśnie wspomniany tu ‘Jeżozwierz’.
No i bałem się, że nie udoi na żywo.
Udoił.

Wczoraj, niezależnie od wspomnień było godnie.
Nade wszystko – mięsiste riffy, przy których człowiek aż pragnie headbangingu.
I lubię nawet te ich cholerne, piszczące przestery. I tą siłę rozgrzewającą ludzi. Publiczność najwyraźniej również, gdyż nie wychłodził ich nawet kwas Kulika, basisty, gdy spieprzyło mu się coś z kablem. Cytując Lipę ‘Skucha jak chuj’.
Dzielnie grali dalej, jak przystało na starych wyjadaczy. Oficjalnie zakończyli kawałkiem ‘Nóż’, podświadomie wiedziałem jednak, że bez ‘Upadam’ nie wyjdą. No i stał się bis, i stało się ‘Upadam’. Genialnie.

Na wykończeniówkę dostaliśmy szybkie, dobre ‘Od dechy do dechy’ z przedstawieniem zespołu i wcale dobrą solówką perkusji. Godny koncert, wbrew powszechnie panującym opiniom Lipa pomimo wieku nie dziadzieje.

Z ciekawostek: zagrali kawałek który ukarze się na ich nowym, jesiennym krążku. Stylistyką nie odbiegał od wcześniejszych dokonań kapeli, świetnie wpasowywał się w klimat koncertu. Będzie czego słuchać.



PEZET

No i stał się koncert Pezeta. W sumie to Pezeta i Małolata. Trwał równiuteńko godzinę. Cóż, nawet mieli w tym bisy uwzględnione, godna pochwały przezorność. 

Brat Pezeta, Małolat dzielnie dotrzymywał mu kroku. Dostaliśmy soczysty podkład na żywo od ‘Radia Error’ plus Dj. Panda. Nie wiem kto to, ale podobała mi się ksywka. Fakt, że moja jest dużo gorsza, ale i tak słabo.

Muzyka, zwłaszcza brzmienia gitarowe doskonale wtopiły się w klimat tworzony przez teksty i styl braci. Dynamika, silny kontakt z publicznością. Wiedzieli po co tu przyjechali i dla kogo są. Ceni się.

A ludzi od cholery naszło, zobaczyć za darmo rapera z mediów.

Wszyscy oczekujący na utwory z albumu ‘Muzyka Emocjonalna’ mogli by nie przychodzić. Pezet na ten koncert przygotował set złożony głównie z kawałków dla starszych wyjadaczy. Również byłem nieco zawiedziony, choć logicznym było, że takie zagranie było wcześniej dobrze przemyślane. Wpasować się w klimat imprezy studenckiej, nie chłodzić ludzi. 

Kawałek ‘ Dopamina’. Na nim dynamika sięgnęła szczytu, można było odczuć jak ładuje się wewnętrzny akumulator. ‘Noc i dzień’ z muzyką na żywca ‘Radia Error’ nabrał nowego sensu. Nie brzmiało wreszcie jak cover ‘Blinded by the Lights’ brytyjskiego 'The Streets'. W utworze brakowało wyśpiewania refrenu, cóż, z drugiej strony jakby wszystko było tak jak na płycie, to na cholerę chodzić na koncerty. Wreszcie brzmiało jak osobny, porządny utwór.

Dwa dobre koncerty, dwa zespoły złożone z profesjonalnych artystów, dwa zespoły które wiedzą jak dać nam to co chcemy. Ale po hot – dogi to trza by ze dwie godziny stać. Nie ma, że idealnie.


Iluzjonista.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz