piątek, 14 września 2012

My, narkomani.





Był przestój, to prawda, nie da się ukryć. Jednak w związku z wieloma prośbami i groźbami jakie się pojawiły, postanowiliśmy z nowym rokiem akademickim wznowić działalność. Pech chciał, los sprawił, albo w co tam wierzycie, że ostatnie tygodnie spędziłem w łóżku z wysoką gorączką i różnymi innymi objawami do których naprawdę, nie chciałbym nawet słowem Wam wspomnieć.
 

Od chwili gdy wziąłem ostatnią, magiczną tabletkę w kuracji (mam nadzieję) minęły dokładnie cztery godziny. Przez to wszystko nie jestem w stanie opowiedzieć Wam o wielu zacnych eventach i wydarzeniach które przez ostatnie dni zwiedziliśmy, gdyż takowych nie było. Były właśnie te tabletki, proszki, termometry, gorączki i wyrko, które w pewnym momencie się zbrzydło. Tak, jest to możliwe.
Z tego wszystkiego zrodził się nowy pomysł na dział. Lifestyle. Kiedyś musiał tutaj wylądować, nie ma rady, do chwili jednak gdy nie będzie więcej tego typu tekstów, ląduje w Cyklu: Imprezowicz. Chcę, by w tym całym Lifestyle było tutaj trochę przemyśleń, na które może od czasu do czasu zwrócicie uwagę, co więcej, może się Wam kiedyś do czegoś przydadzą.

Dzisiejszy temat to tabletki. Proszki, prochy, leki. Ano miałem dość czasu by poczytać te wszystkie recepty i ulotki od a do z. Tak, idziemy do lekarza z bólem palca, zapisuje nam tabletkę która działa na ból palca rozjebując nam po drodze żołądek, wątrobę (i weź tu później pij), trzustkę tudzież inne istotne organy. Nomenklaturę zostawię specjalistom.

Celem tej wypowiedzi jest przestrzeżenie przed błędem mojego dobrego przyjaciela Łukasza. Historyjka jest oczywiście autentyczna. Widzicie, Łukasz cierpiał na zaburzenia związane z drżeniem rąk. No i drżały mu te ręce, i bardzo go to denerwowało, bo planował karierę artysty malarza, a ze swoimi rękami to nie mógł nawet dobrze pokelnerzyć i herbaty z pokoju do pokoju przenieść. W każdym razie poszedł do neurologa, tak, po wielu namowach wybrał się wreszcie i dostał upragniony proszek, panaceum, szczytowe osiągnięcie farmacji.

I nie, nie to co myślicie. Pomogło mu. Ale zmieniło go całkowicie. Widzicie, te kilka miligramów substancji odmieniło człowieka, ba zmieniło go w osobę której sam nie poznawał. Nie od razu. Brał rok, później drugi i brałby trzeci, ale zauważył, że dawki już mu nie wystarczają. Co powiedział fachowiec? Usiadł, poprawił okulary, spojrzał, przeprowadził wywiad. I zapisał większą dawkę. Nasz kolega Łukasz poszedł po rozum do głowy i odstawił proszki. Jakie było jego zdziwienie gdy kilka dni później spojrzał w lustro bez swojej dawki, którą dzień w dzień łykał przez ostatnie lata. Drżącą ręką przejechał po zmęczonej twarzy. I wiecie co się stało?

Bez kilku miligramów tajemniczego specyfiku, który zażywał dzień w dzień od kilku lat stał się zupełnie innym człowiekiem. Okazało się, że substancje spowalniały akcje serca oraz spowalniały reakcje nerwowe. Innymi słowy refleks, czujność, ogarnięcie były jak po przypierdoleniu pałką przez potylicę. Były. Bo od tej chwili był innym człowiekiem.

Leki bywają różne, ale na przykładzie (prawdziwej) historyjki Łukasza można zdać sobie sprawę, że naprawdę jesteś tym co jesz. Musisz się zastanowić nad tym, czy chcesz być chemiczną parówką, czy wykwintnym pstrągiem. Oczywiście, powiecie pieniądze. Chuja, można żreć tanio i zdrowo. Kup se ziarenek marchewki, bimber pędź w piwnicy, a chleb na zakwasie niech rośnie w chwale i mocy.
Ewentualnie możesz być także tabletką. Łukasz nie poleca, możecie być pewni.

Uzależnieniamy się nie tylko od tych ‘złych’ używek, alkoholi, narkotyków, tytoniu. Są jeszcze uzależnienia które przepisują nam lekarze. O tych także pamiętajcie. Alleluja.
Witaj ponownie cody.


Wasz Iluzjonista.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

3 komentarze: