Był przestój, to prawda, nie da się ukryć. Jednak w związku
z wieloma prośbami i groźbami jakie się pojawiły, postanowiliśmy z nowym rokiem
akademickim wznowić działalność. Pech chciał, los sprawił, albo w co tam
wierzycie, że ostatnie tygodnie spędziłem w łóżku z wysoką gorączką i różnymi
innymi objawami do których naprawdę, nie chciałbym nawet słowem Wam wspomnieć.
Od chwili gdy wziąłem ostatnią, magiczną tabletkę w kuracji
(mam nadzieję) minęły dokładnie cztery godziny. Przez to wszystko nie jestem w
stanie opowiedzieć Wam o wielu zacnych eventach i wydarzeniach które przez ostatnie
dni zwiedziliśmy, gdyż takowych nie było. Były właśnie te tabletki, proszki,
termometry, gorączki i wyrko, które w pewnym momencie się zbrzydło. Tak, jest
to możliwe.
Z tego wszystkiego zrodził się nowy pomysł na dział. Lifestyle. Kiedyś
musiał tutaj wylądować, nie ma rady, do chwili jednak gdy nie będzie więcej tego typu tekstów, ląduje w Cyklu: Imprezowicz. Chcę, by w tym całym Lifestyle było tutaj trochę przemyśleń, na
które może od czasu do czasu zwrócicie uwagę, co więcej, może się Wam kiedyś do
czegoś przydadzą.
Dzisiejszy temat to tabletki. Proszki, prochy, leki. Ano
miałem dość czasu by poczytać te wszystkie recepty i ulotki od a do z. Tak, idziemy
do lekarza z bólem palca, zapisuje nam tabletkę która działa na ból palca
rozjebując nam po drodze żołądek, wątrobę (i weź tu później pij), trzustkę
tudzież inne istotne organy. Nomenklaturę zostawię specjalistom.
Celem tej wypowiedzi jest przestrzeżenie przed błędem mojego
dobrego przyjaciela Łukasza. Historyjka jest oczywiście autentyczna. Widzicie,
Łukasz cierpiał na zaburzenia związane z drżeniem rąk. No i drżały mu te ręce,
i bardzo go to denerwowało, bo planował karierę artysty malarza, a ze swoimi
rękami to nie mógł nawet dobrze pokelnerzyć i herbaty z pokoju do pokoju przenieść.
W każdym razie poszedł do neurologa, tak, po wielu namowach wybrał się wreszcie
i dostał upragniony proszek, panaceum, szczytowe osiągnięcie farmacji.
I nie, nie to co myślicie. Pomogło mu. Ale zmieniło go
całkowicie. Widzicie, te kilka miligramów substancji odmieniło człowieka, ba zmieniło
go w osobę której sam nie poznawał. Nie od razu. Brał rok, później drugi i
brałby trzeci, ale zauważył, że dawki już mu nie wystarczają. Co powiedział
fachowiec? Usiadł, poprawił okulary, spojrzał, przeprowadził wywiad. I zapisał
większą dawkę. Nasz kolega Łukasz poszedł po rozum do głowy i odstawił proszki.
Jakie było jego zdziwienie gdy kilka dni później spojrzał w lustro bez swojej
dawki, którą dzień w dzień łykał przez ostatnie lata. Drżącą ręką przejechał po
zmęczonej twarzy. I wiecie co się stało?
Bez kilku miligramów tajemniczego specyfiku, który zażywał
dzień w dzień od kilku lat stał się zupełnie innym człowiekiem. Okazało się, że
substancje spowalniały akcje serca oraz spowalniały reakcje nerwowe. Innymi
słowy refleks, czujność, ogarnięcie były jak po przypierdoleniu pałką przez
potylicę. Były. Bo od tej chwili był innym człowiekiem.
Leki bywają różne, ale na przykładzie (prawdziwej) historyjki
Łukasza można zdać sobie sprawę, że naprawdę jesteś tym co jesz. Musisz się
zastanowić nad tym, czy chcesz być chemiczną parówką, czy wykwintnym pstrągiem.
Oczywiście, powiecie pieniądze. Chuja, można żreć tanio i zdrowo. Kup se
ziarenek marchewki, bimber pędź w piwnicy, a chleb na zakwasie niech rośnie w
chwale i mocy.
Ewentualnie możesz być także tabletką. Łukasz nie poleca,
możecie być pewni.
Uzależnieniamy się nie tylko od tych ‘złych’ używek,
alkoholi, narkotyków, tytoniu. Są jeszcze uzależnienia które przepisują nam
lekarze. O tych także pamiętajcie. Alleluja.
Witaj ponownie cody.
Wasz Iluzjonista.

no, nareszcie mam co czytać!
OdpowiedzUsuńN.
już myślałem że nie wrócicie.
OdpowiedzUsuńWracamy jak kurzajki.
OdpowiedzUsuń