Odrzucając zasadę ‘na domówki się chodzi, domówek się nie
urządza’ stała się domówka. A właściwie pijaństwo docelowo mające zakończyć się
klubem. Skromnie można powiedzieć, że nasze domówki są godne. Bynajmniej nie
spotkaliśmy się z żadną reklamacją. No chyba, że sąsiadów i policji.
Wnioski:
- istotą domówki są ludzie których zapraszasz. Jeśli
zapraszasz ludzi nudnych, nie dziw się, że będzie stypa. Kilka mniej barwnych osób nie dostanie już uroczystego zaproszenia wyszywanego złotą nicią na jedwabnych chustach roznoszonych przez gołębie. Wychodząc na imprezę idziesz po to by się bawić.
- jednorazowe naczynia sprawiają, że śmieci jest milion razy
więcej, a zmywanie i tak jest. Niby mniej, ale chuja tam.
- 40 pijanych ludzi nie da się razem wyeksmitować w jedno
konkretne klubowe miejsce, nawet jakbyś bardzo chciał.
Koniec wniosków.
PS. Znalazłem ćwiartkę w kiblu, ukrytą w okolicach przyborów do
golenia, zalotnie mrugnęła do mnie, acz odrzuciłem jej zaproszenie, ucałowałem
i zostawiłem na później.
Bardzo później.
Iluzjonista.
