niedziela, 6 maja 2012

Blue Note



Gdy wchodzisz po raz pierwszy do klubu, który uważany jest za jeden z najlepszych w mieście, na jego szlagierową czwartkową imprezę, naturalnym jest, że spodziewasz się dużo. Bardzo dużo. A to, że klub ma swoją siedzibę w starym zamku jeszcze bardziej potęguje chęć poznania takiego miejsca.


Takie też miałem oczekiwania odnośnie „Czwartkowego Klasyku” w Blue Note. Mimo średniego zainteresowania czarną muzą, stwierdziłem, że nadszedł czas zmierzenia się z legendą.
Kolejka średnia, nie czekaliśmy dłużej niż 10 minut. Wchodzimy, wystrój nie wykraczający poza normy, dopełniony natomiast sporą ilością koksów różnej maści. Dobrze, że zacząłem napierdalać na siłownię. Chwilę po wejściu pierwsza niespodzianka – płacimy za szatnię 2 zł od rzeczy. „Zajebiście” pomyślałem. Skoro szatnia jest zabulona logicznym wydaje się, że jesteśmy już w klubie. Nic bardziej mylnego. Zbliżając się do schodów prowadzących do głównej Sali zatrzymuje mnie i moją lubą dwóch szerokich panów oznajmiając, że teraz należy zapłacić za wejście dwie dychy. „ Trudno” – daję pieniążki i udaję, że w ogóle mnie to nie zdziwiło. Niesmak jednak pozostał. 

Druga rzecz, która rzuca się w oczy to tłok. Tłok taki, że dostanie się na parkiet i znalezienie na nim 1.5 meta kwadratowego miejsca graniczy z cudem. Ciężko tańczy się z kobietą na stopach. Dobra mina do złej gry, brniemy dalej. Chwila spaceru, chęć poznania logistyki. Jedna sala, całkiem duża, bar na dole i u góry na balkonie z którego można popatrzeć na parkiet ( fajna sprawa ). I to tyle. Jak już wspominałem, wystrój nie jest silną stroną Blue Note’a. Żadnych charakterystycznych motywów. Muza faktycznie taka jaka powinna być – czarna. Więcej o niej nie powiem. Podobno nagłośnienie w Blue Note jest najlepsze w całym Poznaniu – nie wiem, możliwe, średnio mnie to interesuje gdy w klubie jest piekielnie duszno i niewiele brakuje by ludzie mdleli na parkiecie.

Jeżeli kogoś interesuje – kobiet sporo, ładnych również, pasjonatki egzotyki też powinny być szczęśliwe.
W kiblu nie byłem, wkurwiony wydatkiem i całą resztą stwierdziłem, że pakujemy manatki i zabieramy się z tego piekła po 45 minutach.

Podsumowując – 24 zł, wkurw, niesmak i niewiele więcej. Może jedynie to, że naprawdę można nacieszyć oczy. Tak czy siak, wypada  odwiedzić, może gdy będę bardziej pijany jeszcze raz się tam wybiorę i dam Blue Note drugą szansę. Buźka :**


K.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...