Gdy wchodzisz po raz
pierwszy do klubu, który uważany jest za jeden z najlepszych w mieście, na jego
szlagierową czwartkową imprezę, naturalnym jest, że spodziewasz się dużo.
Bardzo dużo. A to, że klub ma swoją siedzibę w starym zamku jeszcze bardziej
potęguje chęć poznania takiego miejsca.
Takie też miałem oczekiwania odnośnie „Czwartkowego Klasyku”
w Blue Note. Mimo średniego zainteresowania czarną muzą, stwierdziłem, że
nadszedł czas zmierzenia się z legendą.
Kolejka średnia, nie czekaliśmy dłużej niż 10 minut.
Wchodzimy, wystrój nie wykraczający poza normy, dopełniony natomiast sporą
ilością koksów różnej maści. Dobrze, że zacząłem napierdalać na siłownię.
Chwilę po wejściu pierwsza niespodzianka – płacimy za szatnię 2 zł od rzeczy.
„Zajebiście” pomyślałem. Skoro szatnia jest zabulona logicznym wydaje się, że
jesteśmy już w klubie. Nic bardziej mylnego. Zbliżając się do schodów
prowadzących do głównej Sali zatrzymuje mnie i moją lubą dwóch szerokich panów
oznajmiając, że teraz należy zapłacić za wejście dwie dychy. „ Trudno” – daję
pieniążki i udaję, że w ogóle mnie to nie zdziwiło. Niesmak jednak pozostał.
Druga rzecz, która rzuca się w oczy to tłok. Tłok taki, że
dostanie się na parkiet i znalezienie na nim 1.5 meta kwadratowego miejsca
graniczy z cudem. Ciężko tańczy się z kobietą na stopach. Dobra mina do złej
gry, brniemy dalej. Chwila spaceru, chęć poznania logistyki. Jedna sala,
całkiem duża, bar na dole i u góry na balkonie z którego można popatrzeć na
parkiet ( fajna sprawa ). I to tyle. Jak już wspominałem, wystrój nie jest
silną stroną Blue Note’a. Żadnych charakterystycznych motywów. Muza faktycznie
taka jaka powinna być – czarna. Więcej o niej nie powiem. Podobno nagłośnienie
w Blue Note jest najlepsze w całym Poznaniu – nie wiem, możliwe, średnio mnie
to interesuje gdy w klubie jest piekielnie duszno i niewiele brakuje by ludzie
mdleli na parkiecie.
Jeżeli kogoś interesuje – kobiet sporo, ładnych również,
pasjonatki egzotyki też powinny być szczęśliwe.
W kiblu nie byłem, wkurwiony wydatkiem i całą resztą
stwierdziłem, że pakujemy manatki i zabieramy się z tego piekła po 45 minutach.
Podsumowując – 24 zł, wkurw, niesmak i niewiele więcej. Może
jedynie to, że naprawdę można nacieszyć oczy. Tak czy siak, wypada odwiedzić, może gdy będę bardziej pijany
jeszcze raz się tam wybiorę i dam Blue Note drugą szansę. Buźka :**
K.
