Dnia dzisiejszego dowiemy się czegoś bliżej na temat
Kredensu. Pub o którym ciężko znaleźć
jakieś słówko w Internecie, a tam znaleźć się powinno. Bo to dobry pub.
Bywam.
Coraz trudniej uświadczyć tam stare, dobre brzmienia i nagrania z koncertów na klasycznym
rzutniku. Atmosfera się zmieniła, jednak dla mnie jest to jak najbardziej
pozytywna zmiana. Klimat wzbogacił się nieco. Z piwodajni (ciemne piwko – dobre
piwko!) zrobiło się miejsce do którego chętnie wpadniesz nie tylko z
przyjaciółmi na browara, ale i na spotkanie z uroczą znajomą. Świeczki, półmrok
i wygodne miejsca, czego chcieć więcej? Ano mamy tu ładną, komunistyczno –
książkową oprawę. Osobiście słowo komunizm akceptuję tylko w formie grawerów na
amerykańskich zapalniczkach, ale tu nie razi. Wchodzimy, siadamy przy ladzie i
zamawiamy coś ciekawego. Wybór jest naprawdę duży czego powodem może być chwila
konsternacji i zakłopotania obsługi przy składaniu zamówienia. Zawsze można
przy takiej okazji pomarudzić w kwestii zniżki, dodania czegoś lub ujęcia. Ta
swoboda sprawia że człowiek czuje się tam naprawdę swojsko. Przystawienie
stolika, głośniejsza muzyka, ba, taniec nawet wytargujemy i to na tak skromnej
powierzchni. No i kibel z klapą w pejzaż hawajski. Aż chce się zostać na
jeszcze jednym browarku.
Iluzjonista.
