W Starym Kinie. Nie jestem pewien od czego tu zacząć.
Teoretycznie jest to speluna. Mordownia. Mamy miejsce szare, bure i ponure,
ciemne pomieszczenia, na parterze mamy parkiet do tańca, nie zawsze czynny, zaś
jeśli czynny to nie uświadczymy tam standardowej, klubowej muzyki. A kibla
męskiego to aż się boję.
Z drugiej strony jest to miejsce niesamowicie klimatyczne. Trudno powiedzieć czy tak niesamowity klimat został zbudowany przypadkowo czy było to działanie zamierzone, jednak jeśli to drugie, to wyszło. Wejściówka jest za darmo, selekcji brak. Utwory które odpali nam wodzirej częściej ociekają alternatywą niż radiowymi brzmieniami, są jednak naturalnie wyjątki. Część siedzeń wygląda na wyniesione bezpośrednio ze starego kina. Zapewne stąd nazwa.
Z drugiej strony jest to miejsce niesamowicie klimatyczne. Trudno powiedzieć czy tak niesamowity klimat został zbudowany przypadkowo czy było to działanie zamierzone, jednak jeśli to drugie, to wyszło. Wejściówka jest za darmo, selekcji brak. Utwory które odpali nam wodzirej częściej ociekają alternatywą niż radiowymi brzmieniami, są jednak naturalnie wyjątki. Część siedzeń wygląda na wyniesione bezpośrednio ze starego kina. Zapewne stąd nazwa.
Na piętrze przywita nas nieco bardziej spokojna atmosfera,
czasem obsługa rzuci nam film na ścianę. W końcu Kino. Na uwagą zasługuje także
dodatkowe pomieszczenie z fioletowym światłem. Cholera wie skąd ono się tam
wzięło, kontrast między tym wnętrzem a resztą jest tak duży, że aż człowiek
dopatruje się głębszego zamysłu.
No i tanio!
Iluzjonista.
