czwartek, 26 kwietnia 2012

Musztarda


Gdzieś w połowie drogi na piwo okazało się, że jest ważny mecz.  Jakiś geniusz wpadł na to, by połączyć psucie organizmu alkoholem oraz oglądanie spoconych mężczyzn w pubie pełnym spoconych mężczyzn, i tym sposobem trafiliśmy do Musztardy. Zmysły ratowała tylko Pani za kontuarem. Była kobietą.

Wchodząc możemy rozpatrzeć wycieczkę na koncert, ściany na wejściu są oklejone plakatami zapraszającymi na wszelakie eventy. Nie da się ukryć, że są bardzo otwarci jeśli chodzi o występy młodych kapel. Pub się angażuje i to się ceni.

Pub pełny ludzi, wszyscy wpatrzeni w rzutnik, podekscytowani jak przy pierwszym goleniu. Zwolniło się coś, siadamy! Albo inaczej: siadamy. Krzesła w tym miejscu są cholernie niewygodne, albo ja mam jakieś uczulenie. Z bólem dupy siadam, by po chwili wstać i z ulgą coś zamówić. Między krzesłami strasznie ciężko się przedostać, przy takiej ilości ludzi jest to niemożliwe bez rozstawiania plebsu po kątach. Zamówiłem u jedynej kobiety w odległości kilometra Żywca z nalewaka. Dostałem piwo bez szczególnych uprzejmości, ale chyba ją rozumiem. Jakbym podawał takie piwo, też z uczciwości nie byłbym wylewny. Beznadziejne pół litra browara. Albo odkształcenie dupy rzuciło mi się na zmysł smaku, albo faktycznie było z nim coś nie tak. Po konsultacji, nie było to tylko moje zdanie.

Oprawa jest w porządku, klimat jest w porządku, zaangażowanie jest w porządku. Pierdoły sprawiają jednak, że to miejsce nie zyska tak łatwo mojej aprobaty, i nie powiem żeby chciało mi się tam wracać. 


Iluzjonista.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...