Peron 4. W
zamierzchłych czasach był to przyczółek dla ludzi poszukujących czegoś
alternatywnego - po zamknięciu Kliniki Artystycznej, klubu w konińskim
Energetyku. Później było już tylko gorzej, i gorzej, i głównie widuję tam
chodzące szafy, które łatwiej przeskoczyć niż obejść.
O ile wejdziemy. Peron bywa zamknięty od czasu do czasu z
powodów znanych zapewne tylko właścicielom. No ale dziś schodzimy. Otwarte.
Jesteśmy w środku.
Nasze wejście jest witane zaciekawionymi spojrzeniami.
Wchodząc jesteśmy jak na widelcu. Peron proszę Państwa dzieli się na dwie
części. Pierwsza z nich to typowy pub z niewygodnymi krzesłami, barem w którym
znajdziemy podstawowe drinki i kilka rodzajów piwska, telewizorem uparcie
odtwarzającym programy o modzie (ze święcącymi dupami wychudzonych modelek) i
lustrem przy którym można poprawić krawat. I gdyby się na tym kończyło to już
byśmy wychodzili, ale wystarczy kilka kroków by znaleźć się w przyjemniejszej
części. Gustownie pomalowane ściany, pod nimi wygodne kanapy. Na środku
parkiet. Dobre światła. I rura.
Tutaj się tańczy. Z racji tego, że parkiet jest malutki tańczy
się naprawdę wyjątkowo. Ciało przy ciele, piwsko w dłoniach i balet. Poezja.
Ogromny plus. Później mamy to piwsko na rękach, koszuli i ludziach wokół,
jednak ten szczegół nie jest godny osobnego akapitu.
Idziemy dalej. Palarnia. Palarnia to oddzielna bajka.
Wydzielone pomieszczenie z wygodnymi kanapami. Wyglądają jak wyciągnięte prosto
ze śmietnika, jednak w niczym nie zmienia ich przydatności i wygody. Kibel.
Kibel - chlew. Zwłaszcza męski. Spłuczka w częściach, dziury w drzwiach. I weź
tu się kurwa odlej w spokoju.
To byłoby naprawdę dobre miejsce. Po włożeniu jeszcze kilku
szeleszczących banknotów oraz pokazaniu przechodniom, że tak, tam w tej dziurze
jest pub.
I.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz